Odchodzące miejsca – tak jak i ludzie – zostawiają po sobie pustkę. Jedne na dłużej, inne na krótko – zastępowane kolejną modną lokalizacją. Pewnie inaczej takie zmiany i przejścia odbierają kolejne (nie ma co ukrywać – młodsze) pokolenia.
Więc nie będzie w tym wspominkowym wpisie „gdybania” czy zarzutów, że „można było…”. Będzie za to nieco faktów i bardzo subiektywny wybór zdjęć, które przez kilkanaście lat wizyt pstryknąłem.
Mam nadzieję, że przywołają wspomnienia i uśmiech na niejednej twarzy.
Jeśli ktoś miałby jakieś szczególnie cenne własne wspomnienia i zdjęcia, którymi chciałby się podzielić – zapraszamy do kontaktu.
Każdy początek ma w sobie magię nowych możliwości.
Podczas spacerów z psem Witek Fedorowicz-Jackowski wypatrzył na Ursynowie opuszczony, niszczejący budynek, mieszczący kiedyś stację transformatorową. Stał na zarośniętej chwastami i zawalonej gruzem działce przy Bekasów 6. W lecie 2003 r. udało się ustalić dane właściciela i podjęto starania o wynajęcie obiektu.
Jesienią 2003 r. Witek wspólnie z Jerzym Pomianowskim (ambasadorem RP w Japonii w latach 1997-2002) i Wojtkiem Brożyńskim dokonują własnym sumptem stosownych adaptacji. Pomagali w tym klubowi koledzy ze Stowarzyszenie Aikido Aikikai – architekci, inżynierowie, projektanci. Trzeba było jeździć po kraju po materiały budowlane, nadzorować postęp prac.
W listopadzie otwiera się Budojo – Ośrodek Sztuk Japońskich i rozpoczynają się regularne treningi aikido, kenjutsu, a także jogi.
Na ekrany wszedł właśnie „Ostatni samuraj”. Więc chętnych do ćwiczeń nie brakowało…
Jednocześnie uporządkowano teren i skromny ogród. Do tego wszystkiego trzeba było wyobraźni i wiary, że się uda, a także konkretnego wysiłku, koordynacji i konsekwencji.
A jednak miejsce zaczęło żyć.
W 2003 roku ukazał się również pierwszy numer magazynu Budojo. Założycielem, właścicielem i współwydawcą był Jerzy Pomianowski. Do 2005 roku we współpracy z wydawnictwem Bellona wydano 11 numerów (plus jeden specjalny). Format A4, 96 stron, kredowy papier, bogato ilustrowane artykuły, z fachowym komitetem redakcyjnym. Dziś, mając „pod palcem” niezliczone ilości informacji i zdjęć w internecie trudno sobie wyobrazić jakim wyzwaniem było tworzenie takiego periodyku.
Autorem logo pisma (a w konsekwencji również znanego nam wszystkim logo klubu) był Michał Jaworski.

Wiosną 2004 dzięki kontaktom rodziny państwa Pindurów, których syn – Andrzej – ćwiczył w Budojo, pojawił się tam dyrektor szkoły działającej przy Ambasadzie Japońskiej – Sensei Takashi Morimoto. Ulegając namowom Jerzego Pomianowskiego zgodził się przekazywać pierwszym zapaleńcom swoją wiedzę. Rozpoczęły się regularne zajęcia kyudo. Wiosną i latem strzelano często na otwartej przestrzeni nad Wisłą i na terenie Klubu Łuczniczego Marymont. Sensei Morimoto prowadził w Budojo treningi przez 3 kolejne lata, do swego wyjazdu w marcu 2007.
Na zdjęciach m.in. Andrzej Pindur, Andrzej Nawrocki, Michał Choczaj, Grzesiek Czyż, Janusz Szymakniewicz, Jerzy Pomianowski, Witek Fedorowicz, Mariusz Pietkun.
Tuż potem wg projektu Janusza Szymankiewicza powstała niewielka strzelnica z azuchi. Wprawdzie tylko na dwa mato, ale na przepisowej odległości 28 metrów.
Na zdjęciach zapracowani: Norbert Kopczyński, Michał Choczaj, Andrzej Nawrocki.
Pierwsza kyudowa grupa była nieliczna. Brakowało w zasadzie wszystkiego. Oprócz zapału. Powstawały wówczas pierwsze „made in Poland” yumi, strzały i rękawice.
Mniej więcej w tym samym czasie pod kierunkiem Masakatsu Yoshidy rozkręca się kyudo w Łodzi. W naturalny sposób tworzy się wymiana doświadczeń. Grupa Budojo gości na (a jakże!) ogólnopolskich turniejach w Pabianicach na sali Gimnazjum nr 2 przy ul. Orlej.

W 2007 roku w Budojo odbywa się pierwszy Turniej Noworoczny (niestety, nie udało mi się dotrzeć do zdjęć ani wyników – ja byłem pierwszy raz w 2009 r.).
Pojawiają się pomysły na kolejne wydarzenia. Z inicjatywy Witka Rychłowskiego robimy pierwsze nocne strzelanie (w Noc Świętojańską 2009 r.).
Budojo jest wówczas jedynym „stałym” punktem na kyudowej mapie Polski.
W maju 2009 r. stanęła obok budynku sprowadzona z Mongolii jurta (w założeniu warszawski przystanek na kreowanej przez Witka Fedorowicza idei Szlaku Jurt Pogranicza). Jurta w Budojo miała być kolejnym „odlocikiem”. W zamierzeniu miała podkreślić „magiczność” tego miejsca, być przestrzenią, gdzie można się spotkać, zrobić wystawę fotografii, pokazać slajdy i filmy, urządzić degustację, medytować, zorganizować kameralny koncert, zaprosić opowiadaczy „niesamowitości”. I przez lata tak właśnie było.
A jak przebudowywaliśmy jurtę 10 lat później możecie zobaczyć tutaj.
15..18.07.2010 r. odbył się pierwszy Letni Obóz Kyudo. Prowadził go Christian Ofenbauer. Na zakończenie – pierwsze w historii „polskie” yawatashi (Michał Mazurek w roli ite, Janusz Surma i Andrzej Pindur jako kaizoe).
W 2015 roku powstaje Klub Tametomo. Ruszają treningi w Mysiadle na pełnowymiarowej sali. Chwilę później Umemi uruchamia treningi w Poniatówce. Strzelnica Budojo staje się już niewystarczająca (zaczynamy na poważnie ćwiczyć taihai). Jest nas też coraz więcej, więc Turnieje Noworoczne również przenoszą się do Mysiadła. Ale Budojo pozostaje bardzo ważnym miejscem „socjalnym”. Chętnie korzystaliśmy z jurty i sali jako miejsca do spotkań „okołokyudowych” – to były bardzo ważne chwile, tworzące więzi, kreujące pomysły i budujące obecną kadrę kilku grup.
Rozkwitały przyjaźnie, a pewnie i miłości (w końcu łuk i strzała były na podorędziu).

Każdy początek ma swój koniec.
Od 20 marca 2020 r. w Polsce obowiązuje stan epidemii, rozpoczynają się ograniczenia w organizacji zajęć. Dotyka do również Budojo.
30 lipca 2020 r. urząd Dzielnicy Ursynów w związku z zaległościami w opłatach wypowiada zawartą w 2003 roku umowę. Zaczyna się walka na pisma i telefony. Urząd nie bierze pod uwagę faktu, że zaległości spowodowane były w głównej mierze spadkiem przychodów w czasie pandemii. Nie uwzględnia również faktu, że wysyłana korespondencja nie docierała do adresatów. Mimo wszystko trwają próby skłonienia urzędników do rozmów.
24 lutego 2022 r. Federacja Rosyjska rozpoczyna inwazję na Ukrainę. Do Polski napływa fala uchodźców, którymi opiekuje się polskie społeczeństwo. Budojo włącza się do tej akcji, stając się od końca lutego 2022 przez 5 tygodni tymczasowym domem dla sporej grupki, głównie matek z dziećmi.
Ale równolegle nadal trwają próby (niestety – jednostronne) przywrócenia poprzedniego status quo.

Każdy koniec to nowy początek.
Po pięciu latach (!) sporu z urzędnikami, który bardziej przypominał walenie głową w ścianę niż dialog, na polecenie tychże urzędników (anonimowych, więc nie identyfikujących się ze „sprawą”, a jedynie z papierami) wymieniono zamki w drzwiach, a na bramie zawisła kłódka z łańcuchem i tablica „Zakaz wstępu”. Urząd „zwyciężył”. A urzędnicy pewnie są z siebie dumni…
Trudno powiedzieć gdzie, kiedy i w jakiej formie „odrodzi” się idea Budojo. Od lat rodzą się (i zamierają…) pomysły budowy w Polsce pierwszego kyudojo z prawdziwego zdarzenia. Jako przedsięwzięcie prywatne raczej nie mają szans. A przy takim nastawieniu urzędników i administracji, jakim „popisali się” w przypadku Budojo – również nie jako publiczno-prywatne. Pozostają nam nasze malutkie, osobiste strzelnice. Ale nie są w stanie wypełnić luki po Budojo – wspólnych ognisk, rozmów długo w noc, poranków na tatami.
Wszystko ma swój początek i koniec. Tylko nie kij, bo każdy kij ma dwa końce.
Padły nazwiska głównych „kreatorów”, ale trzeba wspomnieć również o tzw. „rezydentach” (zwanych czasem „dojo-masterami”). To oni otwierali i zamykali, pilnowali zasad, utrzymywali w porządku budynek i otoczenie, a w ryzach – rozbawionych gości. Byli to kolejno: Sebastian Tahara, Bartek Gajewski (zwany “Jedi z Ursynowa“), Tomek Borowik, Ania Wróbel i Robert Kawka (pomijam kilka krótszych epizodów).
Budojo nie było idealne. Wiele rzeczy było robionych „akcyjnie”, większymi lub mniejszymi zrywami społecznymi. Chyba nie było też na nie współczesnego, realnego pomysłu z realnym business planem. A otoczenie społeczne bardzo się zmieniło. Dziś „Ostatni samuraj” czy kolejny film Stevena Seagalla (no, może raczej jakiegoś jego szczuplejszego i młodszego wcielenia) nie wywołałby takiej fali chętnych, jak bywało kilkanaście lat temu. Millenialsi oczekują klimatyzacji, prysznica i indywidualnego traktowania. A budo to jednak nieco inna (bardziej feudalna :)) „bajka”…
A shogyō mujō 諸行無常 (wszystkie rzeczy są nietrwałe) to jedna z fundamentalnych koncepcji buddyzmu, głosząca, że wszystko we wszechświecie, w tym nasze ciała i umysły, nieustannie się zmienia i nie jest trwałe.
Ayame w Budojo
Bywaliśmy większą ayamową grupą w Budojo wielokrotnie, inicjując zwyczaj nocowania na macie. Pierwszy raz chyba z okazji Nocy Świętojańskiej (21.06) w 2015 roku.
Współtworzyliśmy Kyudo Friendly Weekendy i uczestniczyliśmy w wielu “nocnych kyudoków rozmowach”. Tworzyły się budojowe zwyczaje (jak choćby wyprawy na poranną kawę do BP) czy wręcz obrzędy (“hokouchi” i “momoteshiki” z dodatkiem soli i cytryny 😉 ). Grono “bywalców” powiększało się o delegacje z nowych kyudowych ośrodków. Jurta znakomicie pełniła zakładaną jej rolę…
Więc na koniec ten subiektywny (bo głównie ayamowy) przegląd migawek z lat 2017-2022, które – mam nadzieję – przyniosą chwilę pogodnych wspomnień i uśmiech.
Ten koń na zdjęciach to Al-Burak, który “mieszkał” w Budojo od 2008 roku.







































































































