Wienerberg na hondowo

Wienerberg na hondowo

Wiedeńskie kyudojo to najbliższy nam (zarówno w sensie odległości, ale chyba i mentalnie) obiekt tego typu. Za każdym razem będąc tam, zastanawiam się, czy (kiedy) będziemy mieli coś takiego w Polsce. Póki co, korzystamy z okazji i bywamy.

Tym razem okazją były warsztaty Honda-ryu. A ponieważ co jakiś czas trafiają do nas pytania o tą szkołę – kilka słów wyjaśnienia.

Honda-ryu to styl kyudo stworzony w XIX wieku przez Honda Toshizane. Nieco więcej na temat szkoły możecie przeczytać tutaj. W Europie do Seikyukai należy obecnie prawie 120 osób. Z czego 40 jest w Polsce! Olbrzymia w tym zasługa krakowskiego Suiren, który skupia się wyłącznie na tym stylu. Ale gdybyście mieli ochotę „dotknąć” Honda-ryu, to „przedstawicielstwa” znajdziecie też w Gdańsku (Mizutori), Katowicach (Gengetsu), Łodzi (Ayame), Rzeszowie, Warszawie (Umemi) i Wrocławiu.

Czy warto? Zdecydowanie tak! Koryu (czyli stare szkoły kyudo) to jakby naturalna kolej rzeczy na drodze japońskiego łucznictwa. W Polsce mamy pod tym względem (w porównaniu z większością krajów europejskich) duży komfort. Możemy uczyć się z Heki-ryu (i to z dwóch linii: Inagaki i Urakami), Ogasawara-ryu i Honda-ryu. Do pełni szczęścia brakuje chyba tylko Chikurin (ale i o tym myślimy 😉).

Dla osób, które na co dzień praktykują shomen uchiokoshi (nie należy mylić z busha kei!) wejście w szkołę Heki jest bardzo dużą zmianą (właśnie ze względu na zupełnie inną fazę podnoszenia łuku). Natomiast Honda i Ogasawara to w dalszym ciągu shomen, ale „z dodatkami” 😊.

Cóż więc jest takiego innego w Honda-ryu?

Już na pierwszy rzut oka widać różnice w sharei (czyli formie strzelania). Żywsze i zmienne tempo ruchów, inny sposób zmiany kierunku (kabuseashi), odkładanie otoya podczas strzelania haya (pierwszej strzały), specyficzna kiza czy odkładanie łuku i strzał podczas ceremonialnego ukłonu na hikae (odpowiednik sadamenoza) – to tylko część z tego, co łatwo zauważyć.

Ale sporo różnic jest też w shagi (czyli technice strzelania).

Zmienianie stylu to przełączanie na inny sposób myślenia. Sprawia oczywiście problemy (podświadomie przenosimy elementy z jednego stylu na drugi), ale również rozwija, zmuszając do wzmożonej koncentracji.

Na zaszczepienie Honda-ryu w Europie największy wpływ miało dwóch ludzi: Jacques Normand (Francja) i John Carder Bush (Anglia). Obaj nadal są aktywni, ale podróżują już mniej niż kiedyś. John jako jedyny poza Japonią posiada w Honda-ryu stopień chuo 中王. Od jakiegoś czasu rolę głównych „przekaźników” wiedzy wzięli na siebie Kiyo i Jeff Humm (oboje, tak jak Jack Normand, są posiadaczami mokuroku 目録).

Małą tradycją stały się ich wizyty w Polsce. Ostatnio mogliśmy się spotkać jesienią w Warszawie i wiosną w Krakowie. A tym razem w bardziej zaawansowanym gronie – w Wiedniu.

Seikyukai idąc z duchem czasu stara się wykorzystywać nowoczesne technologie. Dzięki temu mieliśmy szansę odebrać indywidualne uwagi od obserwującego część treningu (pomimo różnicy czasu) Senseia Ayado. Niesamowite jest, że Sensei prowadzi indywidualną dokumentację postępów (lub ich braku :)) każdego z nas!

Jedna scena bardzo mi się skojarzyła z legendarną płytą Pink Floyd.

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to spotkamy się na hondowych seminariach na początku listopada w Ingolstadt. A w 2027 roku ponownie w Polsce i Wiedniu.

Pogoda podczas wyprawy dopisała, więc udało się pstryknąć kilka zdjęć. Więcej jak zwykle w Galeriach. Obowiązkowy wienerschnitzel i kufel weizen dopełniły szczęścia. Szczególnie po asageiko (czyli porannych treningach, które zapoczątkował w Wiedniu Kiyomoto Ogasawara).