Część 0
Są takie chwile, które niczym drogowskazy na rozdrożu stają się punktami zmieniającymi kierunek, w którym podążamy lub wracamy na stare ścieżki.
Jakiś czas temu miałem przyjemność pochodzić troszkę po Tatrach Niskich, a minęło wiele lat od ostatniej takiej wyprawy i już niemal zapomniałem jak to pięknie oczyszcza głowę, uspokaja, daje czas na refleksje i odbudowę mentalną. Jednakże, mimo fizycznego zmęczenia, jest to również czas pełnego naładowania baterii na kolejne wyzwania. Odwiedziłem wtedy Dereše 2004 m n.p.m, Chopok 2024 m n.p.m, natomiast na Ďumbier 2046 m n.p.m. zaświtała mi pewna myśl. Jak wiele, wędrówki i wspinaczka górska mają coś wspólnego z kyudo?
Część 1 – Kyudo na szczycie – kuraidori
W kyudo kuraidori (位取り) odnosi się między innymi do mapowania przestrzeni, podczas którego łucznicy, którzy będą strzelać razem, przechodzą, mierzą i uzgadniają swoje kroki, odstępy, ścieżki i pozycje na shajo przed formalną demonstracją lub egzaminem.
Góry potrafią szybko zweryfikować jak sobie radzimy z przestrzenią i ogarnianiem czasu. Gdy damy sobie zbyt mało czasu może się okazać, że będziemy gnać aby zdążyć, ale wtedy szybko stracimy siły. Gdy damy sobie za dużo przestrzeni do ogarnięcia możemy po prostu nie zdążyć wykonać naszych panów. Dlatego czasem warto zbadać nasze możliwości, zaznajomić się z tym co nasz czeka, co planujemy.
Wejście na Monte Cadria 2254 m n.p.m. w Alpach Wschodnich było właśnie takim rozpoznaniem i jednocześnie pierwszą realizacją szalonego pomysłu wprowadzenia Kyudo na szczyty, dosłownie. Czy się udało? Myślałem, że będzie lżej. Czy było warto? To była czysta przyjemność. Nie licząc mijanych gdzieniegdzie różnych przedstawicieli flory i fauny na szlaku był to czas samotnych przemyśleń. Tylko góry i ja. Heijoshin (平常心) trwające pełne 8 godzin, gdyż sam szczyt nie był celem wyprawy samym w sobie, a sama wędrówka była czymś co potrafi napędzać do działania. Tak samo jest z kyudo, gdzie dźwięk przebijania mato przez strzałę powinien być tylko efektem wszystkiego co nastąpiło wcześniej, co budowaliśmy krok po kroku.
塵も積もれば山となる (Chiri mo tsumoreba yama to naru)
Nawet pył, gdy się zbierze, staje się górą
Zastanawiałem się też, jak samo wchodzenie pod górę działa na nogi patrząc przez pryzmat kyudo. Czy jeden pokonany metr przewyższenia można przyrównać do jednego ćwiczenia uma taiso? Na 6,5 km pod górę pokonałem 1354 m przewyższenia, więc czy to daje 1354 powtórki uma taiso? To raczej nie przekładalne, ale doliczmy jeszcze zejście gdzie pracują troszkę inne partie mięśni i robi się 2708 m różnicy wysokości. Jak by nie było taka wędrówka wymaga dobrego douzukuri aby szło się stabilnie, trzymania tatesen co by kręgosłup nie bolał od noszenia ekwipunku, oraz balansu aby nie tracić równowagi, a to wszystko przydaje się w kyudo.
Na szczycie pamiątkowa fota z flagą Ayame, pieczętuje obecność kyudo Ayame na szczycie. Dodatkowo jest też pozostawiona na pamiątkę zawieszka odblaskowa dla kolejnych odwiedzających. Po za tym chwila odpoczynku i ćwiczeń z gomuyumi. Przyznam, że nawet, a może i szczególnie wtedy możemy łatwo się skupić na ćwiczeniach, bo nic nas nie rozprasza. Przed nami tylko otchłań nieba i chmur. Widać wszystko i nie widać nic konkretnego. Tak właśnie powinniśmy obserwować otoczenia w kyudo. W budo nazywa się to 遠山の目付 (enzan no metsuke) i oznacza patrzenie na coś lub kogoś jak na odległą górę. Ma to na celu skupienie się tym co się dzieje w danej chwili bez rozpraszania się i gubienia w małych szczegółach. Pozwala też pięknie uspokoić umysł.
Może następnym razem zabiorę łuk i strzały?
Rozpoznanie zakończone, możliwości sprawdzone, chęci na więcej są. Mam nadzieję, że to jest pierwsze z nieskończonej serii wejść z kyudo na plecach i w sercu.
Kto wie, gdzie i kiedy będzie następny raz, oraz jakich wspólnych elementów drogi gór doszukamy się z drogą łuku…
Na koniec chwila wytchnienia nad wodą.






















