W naszym kyudowym kalendarzu taką imprezą na którą chętnie wracamy zdecydowanie jest Letnia Szkoła Kyudo w Turawie, którą od kilku lat organizuje Stowarzyszenia Sztuk Walki OSA z Opola. Od kilku też lat nauczycielem prowadzącym warsztaty jest sensei Shigeyasu Kameo (kyoshi, 6 dan). Spotkania w Turawie są czterodniowe, co je wyróżnia na tle innych imprez. Dodatkowo odbywają się zawsze w lipcu, na kilka tygodni przed europejskim seminarium kyudo, połączonym z shinsa, co daje możliwość ostatniego szlifu przed egzaminem na stopnie dan.
W tym roku seminarium odbyło się między 24 – 27 lipca. Wspólną inicjatywą, spora część uczestników z różnych miast i klubów nocowała w tym samym hotelu Zacisze w Turawie (jak się później okazało, razem z senseiem). Wykorzystaliśmy niebywałą okazję, by po prostu pobyć razem, również poza dojo. Przyjechaliśmy do Zacisza dzień wcześniej. Seminarium zaczynało się następnego dnia dopiero o 14:00, więc od rana mieliśmy leniwy poranek, który, w zależności od potrzeb, spędziliśmy na spacerach po turawskim deptaku, odpoczynku na plaży, czy kąpieli w hotelowym basenie.
Seminarium zaczęło się w duchu i atmosferze nadchodzącego egzaminu – przejściem taihai w tempie shinsa no maai. Dzięki temu sensei mógł ocenić poziom grupy (oraz każdego z osobna) i dostosować następne punkty programu w zależności od potrzeb. Po krótkim podsumowaniu przeszliśmy do pierwszej części wykładowo-ćwiczeniowej. Tematem dnia były: ashisabaki – poruszanie się (chodzenie) w odpowiednim tempie, z odpowiednim ikiai i energią, hirakiashi oraz sposób w jaki trzymamy łuk i posługujemy się nim. Omawialiśmy również jak przygotować siebie oraz sprzęt przed egzaminem, by czuć się pewnie i unikać potencjalnego shitsu.
Dzień drugi zaczynaliśmy z samego rana. Najpierw mogliśmy doświadczyć yawatashi w wykonaniu: ite – Shigeyasu Kameo, daiichi kaizoe – Helena Pwałowska, daini kaizoe – Maksym Mikulski. (Dzięki Janusz, że ćwiczysz to z nami przy każdej możliwej okazji! Dzięki temu było mniej stresu :)). Następnie przeszliśmy do ćwiczenia mochi mato, które jako pierwsi zaprezentowali nam Magda, Filip, Blanka, Marta i Hanelore (koleżanka z Niemiec i jedyna uczestniczka z 5 danem). Po omówieniu występu naszych kolegów i samej formy mochi mato, sensei podzielił nas na dwie grupy wg stopni. Młodsza grupa zaczęła od wykładu o „nieśmiertelnym” tenouchi, później przeszli do strzelania z uwagami senseia. Starszaki w tym czasie w kółko tuptały taihai w różnych konfiguracjach. Później nastąpiła zmiana i starsza grupa najpierw ćwiczyła niektóre elementy taihai, jak ukłony na wejściu i towarzyszący im odpowiedni timing, później strzelała pod okiem senseia, a młodszaki taihaiowały. Na zakończenie dnia był panel wykładowy wspólny dla wszystkich. Tematem dnia (i chyba jednym z najbardziej ulubionych zagadnień senseia, bo powtarza się w Turawie, co rok) było gobu no tsume, tym razem urozmaicone o zagadnienie z Shahokun (podział sił podczas napinania łuku 1/3 + 2/3). Prowadzący zaprezentował też dwa strzały (już bez ceremonii yawatashi), polecając nam byśmy uważnie obserwowali omówione wcześniej punkty teorii w praktyce.
Dzień trzeci dla odmiany zaczęliśmy od dwóch trzyosobowych hitotsu mato (Adam + Leszek + Marta & dwie Magdy + Blanka). Po krótkim podsumowaniu wróciliśmy do pracy w grupach. Tak samo, jak dzień wcześniej na zmianę robiliśmy, albo taihai, albo strzelaliśmy pod okiem senseia. Po przerwie, zamykając już temat hitotsu mato, odbył się pokaz tej formy w wykonaniu: omae – Hannelore Heid-Dauner (5 dan), niban – Helena Pawłowska (3 dan) oraz Shigeyasu Kameo (kyoshi 6 dan).
Następnym punktem programu po treningu było „Sayonara Party” w naszej zaprzyjaźnionej restauracji Rucola. Było dużo śmiechu, rozmów, jedzenia oraz podziwianie pięknej żółtej sportowej Hondy Adi (@fighting_dreamerz). Kameo sensei, jako główny przedstawiciel nowego kyudo fan clubu miał nawet okazję przejechać się z Adi po okolicznych drogach (zapewniamy, że wszystko odbyło się bezpiecznie i zgodnie z przepisami ruchu drogowego!).
Na ostatni dzień zaplanowana była powtórka z rozrywki – poseminaryjna shinsa. Wszyscy mieli zaprezentować, czego się nauczyli lub, co doszlifowali podczas tych kilku dni. Czuć było napięcie w powietrzu. Wszyscy robili, co mogli, by się zaprezentować jak najlepiej, co niestety często przekładało się na niemały stresik i shitsu w taihaiu. Ale pamiętajcie! Keep calm shitsu happens, jak mówił napis na jednej z pierwszych kyudowych t-shirtów w Polsce. Wykorzystaliśmy tą okazję, by po pre-shinsa omówić obsługę shitsu i to jak dojo helpersi powinni się zachowywać, by wszystko przebiegało sprawnie i zgodnie z przyjętymi zasadami. Ponieważ nie dla wszystkich turawski egzamin zakończył się wynikiem pozytywnym (tendencja była taka, że im egzamin na wyższy stopień, tym trudniej), na zakończenie imprezy sensei dał starszakom jeszcze jedną szansę. Najstarsi stopniem wykonali dwa pięcioosobowe przejścia mochi mato.
Ostatni dzień skończyliśmy wcześniej, ponieważ sensei musiał złapać samolot w Krakowie. Po oficjalnym rei, była jeszcze okazja na klubowe zdjęcia z prowadzącym. Później już tylko pakowanie, uściski na pożegnanie i powrót do domu.
Do zobaczenia za rok!
P.S. Na pewno też tam będziemy!
Jak było w poprzednich latach:
LSK ’21
LSK ’22
LSK ’23
LSK ’24
A więcej zdjęć z tej edycji – jak zwykle w ayamowych Galeriach.



















