Sabat Kyudo 2018

Sabat Kyudo 2018

Noc świętojańska, czarny las, tajemnicze ogniska na szczycie jak i w głębi lasu, zagadkowe znaki, leśne stwory, wiedźmy przemykające nieopodal. Nie ma to jak wyprawa na Ślężę w noc Świętego Jana celem rozgrzewki przed nadchodzącymi ćwiczeniami na seminarium kyudo.

Oczywiście, aby mieć siłę trzeba się było posilić. Natchnienia i piekielnych pomysłów szukaliśmy w krwistym sosie na pizzy. Celem było rozwikłanie zagadki, którą trzeba było rozwiązać podążając za tajemniczymi znakami pozostawionymi na ilustracjach różnych upiornych stworzeń. W ciemności świeciliśmy latarkami, a niekiedy przykładem, aby nikt się nie zgubił i wszyscy podążali za światłem. Działo się!

Styrani szukaniem odpowiedzi na zagadkę tej eskapady, po północy wróciliśmy do kwater tylko po to by już kilka godzin później z rana samego wstać w lepszych humorach i pełni wigoru ruszyć na spotkanie z kyudo.

Pierwszy dzień seminarium zaczął się rześko, a my od razu rzuceni zostaliśmy w objęcia naszych gości z Wiednia. Sensei Diethard Leopold (Kyoshi 6 dan) i jego asystentka Minori Zemann (4 dan), nie litując sią nad nami robili co mogli by nas czegoś nauczyć. Myśmy natomiast starali się wypaść jak najlepiej.

Etapem pierwszym był czas na wystrzelenie czterech strzał, tak by nasi sensei mogli zobaczyć jak każdy sobie z nas radzi. Skrzętnie notując swoje uwagi nie mieli skrupułów, by nam je później przedstawić, czego słuchaliśmy z pokorą.

Potem wszyscy ze stopniem dan przygarnięci zostali przez senseia Dietharda celem dalszego szlifowania umiejętności. Sensei Minori natomiast zajęła się wszystkimi bez stopni dan. Każdy z nas mógł się czegoś nowego nauczyć, lub podszlifować umiejętności już nabyte.

Po przerwie obiadowej nastał czas dalszych uroczystości. W końcu spotkanie w Sobótce było z kilku powodów. Po pierwsze mieliśmy okazję świętować 10 lecie Wrocławskiego Stowarzyszenia kyudo. Wydaje się, że na tych urodzinach było wiele zadowolenia, wzruszeń i spotkań dawno nie widzianych znajomych. Było miło. Po drugie był to Memoriał Tomka Czujowskiego założyciela Wrocławskiego Stowarzyszenia kyudo, który odszedł od nas jakiś czas temu. Tak więc, celem upamiętnienia Tomka kolejnym punktem programu był turniej ku jego pamięci. Turniej był na dwanaście strzał, a do finału przechodziły osoby, które miały przynajmniej sześć trafień. Etap finałowy różnił się rodzajem mato do jakiego strzelano. Wykonane było ono z wachlarzy opatrzonych różnymi malowidłami. Strzelano dwiema strzałami, a kto więcej razy trafił ten wygrywał. Ostatecznie pierwsze trzy miejsca zajęły osoby z warszawskiego Klubu Tametomo. Pierwsze miejsce zajął Krzysztof Haczek, drugie Krzysztof Szafran, a trzecie Bogdan Mytnik. Nagrody wręczone zostały zwycięzcom przez gości honorowych, żonę i córkę Tomka Czujowskiego. Gratulujemy.

W kolejnym etapie sensei Diethard otoczył opieką osoby bez stopni dan, a sensei Minori zajęła się resztą osób. Warsztaty trwały do późnego popołudnia, nauki wiele, ale przyjemności ze wspólnego spotkania najwięcej.

Wieczorem mieliśmy okazję troszkę odpocząć i usiąść razem w miejscowej winiarni Celtica, gdzie częstowano nas miejscowym winem różnego gatunku. Dokończyliśmy też zabawę z nocnej wyprawy w odgadywanie tajemnych znaków i stworów które nas wcześniej prowadziły na Ślężę.

Kolejny dzień to kolejne wyzwania. Nauki nie było końca, jednakże był też czas na coś przyjemnego dla oka. Niczym trzej muszkieterowie Diethard Leopold, Janusz Surma i Michał Mazurek przeprowadzili pokaz hitotsu mato sharei. Wyszło wspaniale i było co podziwiać.

W dalszej części dnia sensei zamienili się ponownie grupami podopiecznych, a my dalej doskonaliliśmy formę. Był też czas na wykład pod czas którego Diethard Leopold próbował wytłumaczyć niewytłumaczalne, a my wszyscy się poczuliśmy troszkę jak w szkole. W końcu zawsze jest coś czego można się jeszcze nauczyć. 😉

Po południu nadszedł czas na pożegnania, których końca nie było.

Piekielnie zadowoleni jeszcze raz dziękujemy Wrocławskemu Stowarzyszeniu kyudo za organizację tak wspaniałego sabatu, urodzin i turnieju.

Do zobaczenia następnym razem.