(Mitori) geiko

(Mitori) geiko

Pamięć mięśniowa

Raczej nie da się nauczyć czegoś bez mozolnego powtarzania, bez wracania o krok, żeby móc posunąć się znowu o dwa. Wszak już rzymska maksyma mówiła: Repetitio est mater studiorum (czyli: Powtarzanie jest matką nauki/wiedzy/umiejętności). Zatem jeśli nie można ich ominąć, to nie pozostaje nic innego jak polubić (a nawet pokochać) te powtórzenia…

Ponoć już po 1000 (niektóre źródła niestety podają liczbę 30.000…) powtórzeń nasze mięśnie potrafią wykonać pewną sekwencję ruchów nieomal automatycznie. Ale musimy pamiętać, że jeśli zależy nam na właściwym wykonaniu, to te powtórzenia powinny być również takie (a nawet bardziej) –perfekcyjne. Praktyka pokazuje, że znacznie łatwiej przyswoić sobie złe nawyki niż prawidłowe (zwykle łatwiej iść „na skróty”). Dlatego jeśli nie mamy pewności, czy robimy coś dobrze, to lepiej nie róbmy wcale. Przynajmniej nie nabędziemy złych umiejętności. A przy najbliższej okazji spytajmy kogoś i przećwiczmy razem z kimś kto wie lub umie. To jeden z powodów, dla których warto wybierać się na różnego rodzaju seminaria. Można (a nawet trzeba) co jakiś czas wracać nawet do tego, co wydaje się już opanowane. Bo czasem zupełnie nieświadomie dokonujemy jakiejś modyfikacji czy uproszenia. I to nawet nie z naszej złej woli (tworząc coś co nazywa się „własnym stylem” – jikoryu 自己流), ale zupełnie bezwiednie.

Mięśnie a umysł

Powinniśmy zrozumieć nie tylko w jaki sposób, ale również po co coś robimy. W przeciwnym przypadku wcześniej czy później coś w nas będzie się buntować („przecież wygodniej jest inaczej!”). Nasza podświadomość wymaga instrukcji ale i powodu (dlatego warto również pomyśleć czasem o „podbudowie” teoretycznej). Jak to się jednak ma do mushin? Do wykonywania czegoś (nieomal) podświadomie. A jednocześnie perfekcyjnie. Wydaje się, że jest tu sprzeczność. Idealnie byłoby, aby prawidłowo reagować i kontrolować wszystko, ale bez zbytniej kontroli. Być może sprowadza się to do wyćwiczenia naszej „wewnętrznej komunikacji”? Takiego wewnętrznego „rozumienia się bez słów”? Że wreszcie wszystko „robi się” samo… Że jesteśmy w stanie kontrolować najdrobniejsze szczegóły, jednocześnie nie skupiając się na nich (bo wtedy oczywiście zapominamy o innych elementach). Widzieć wszystko, jednocześnie nie patrząc na nic konkretnie. Może to już jakiś rodzaj medytacji? A może to właśnie dlatego należy eliminować wszelkie muda 無駄 (czyli zbyteczne ruchy), żeby ograniczać „szum informacyjny” i zostawiać „łącza” na to, do czego powinny być wykorzystane? Ale bez wątpienia nie można uzyskać takiego stanu bez żmudnej pracy i tych tysięcy powtórzeń.

Kata

Kata 型 (lub 形) chyba najczęściej kojarzą się z karate. Ale występują w każdej ze sztuk budo, bo to po prostu modelowe, sformalizowane ruchy i ćwiczenia, opisujące i zawierające różne techniki, połączone z określonym poruszaniem się, przyjęciem ściśle określonej pozycji i sposobu oddychania. Czasem jeszcze wyróżnia się w nich tzw. kihon 基本, czyli zbiór podstawowy, który ćwiczy się bez końca, aby wykształcić właśnie pamięć mięśniową (pamięć fizjologiczną), spowodować działania odruchowe i przyzwyczaić mięśnie do właściwego ułożenia. W kyudo jako kata można traktować chyba nie tylko elementy hassetsu ale także kihontai 基本体 (czyli podstawowe ruchy i pozycje właśnie). Dlatego zawsze warto poświęcić choćby kilka chwil na te elementy na każdym treningu. Ale kata to temat ciekawy sam w sobie, więc poświęcimy na to osobny artykuł.

Keiko

Keiko 稽古 to wyraz często używany w różnych sztukach walki (ale nie tylko). Gdyby rozłożyć go na czynniki pierwsze to oznacza dosłownie „rozważanie/myślenie o przeszłości”. W języku japońskim keiko po raz pierwszy pojawiło się w słynnym dziele Kojiki, użyte w czteroznakowcu „keikoshōkon” 稽古照今 (co mniej więcej znaczy: „myśl o przeszłości, rozświetlaj przyszłość” – to ta kaligrafia na początku wpisu). Przeszłość należało traktować jako precedens. W średniowiecznej Japonii zaczęto stosować to określenie prawie wyłącznie do uczenia się różnego rodzaju geido 芸道 (czyli sztuk praktycznych). Stosowane w tekstach traktujących o poetyckiej kompozycji, układaniu kwiatów, szermierce czy ceremonii herbaty keiko nabrało sensu uczenia się, który wymaga szlifowania poprzez powtarzanie ustalonych form (w przeciwieństwie do biernej akceptacji otrzymanego materiału pisanego lub ustnego). Pojęcie to miało również pewne znaczenie duchowe. Keiko było czymś więcej niż intelektualnym zrozumieniem materii. Było ściśle związane z nastawieniem psychicznym (kokorogamae 心構え) i obejmowało troskę o sposób, w jaki należy żyć. Zarówno w konfucjańskim, jak i buddyjskim sensie, keiko miało na celu nauczenie się właściwego sposobu życia poprzez opanowanie własnej formy sztuki. Chyba najlepszym tłumaczeniem keiko jest termin „trening”, opisujący proces, przez który przechodzi się, gdy rozpoczyna się naukę o herbacie, kwiatach, poezji, tańcu, judo lub innych tradycyjnych sztukach. Jest to trochę inne doświadczenie niż uczęszczanie do szkoły lub zajęcia pozaszkolne. W keiko kładzie się duży nacisk na charakter i mentalne aspekty uczenia się: na przykład opanowanie sposobu picia herbaty jako środka samorealizacji i rozwoju.

Nauka keiko koncentrowała się na opanowaniu kata (form), które uczyło ucznia waza (techniki). Ponieważ wszystkie geido skupiały się na kata, mówi się czasem o japońskiej tradycji jako „kulturze kata”. Łucznictwo rozwinęło tradycję kata dość wcześnie. W przypadku większości pozostałych sztuk walki dopiero w późnym średniowieczu zaczęto uczyć indywidualnych umiejętności bojowych jako specyficznych technik.

Japończycy tradycyjnie uważali nauczanie keiko za bardzo rygorystyczne i do pewnego stopnia nadal tak postępują. Chociaż wiele tradycyjnych sztuk stanowiło rekreacyjne, twórcze zajęcia w czasie wolnym (i są praktykowane w ten sposób dzisiaj – ceremonia parzenia herbaty dla dziewcząt, kendo dla dzieci), oczekiwano i nadal oczekuje się, że uczeń będzie całkowicie oddany „drodze” wybranej sztuki. Na przykład teksty o sztukach walki są pełne terminów, takich jak shisshin („oddanie”), doshin 道心 („oddanie drodze”, dosłownie „droga-umysł”) i tym podobne. Chodziło o to, aby uczeń poświęcił się wyłącznie i całkowicie opanowaniu konkretnego kata. W sensie niemal religijnym należy odciąć się od świeckiego świata i wejść w swój świat sztuki; adept powinien znaleźć czas (hima 暇), aby skoncentrować się na swojej sztuce, tak aby podczas snu lub czuwania każda chwila była poświęcona mistrzostwu.

Innym wyrazem o podobnym znaczeniu jest shugyō 修⾏ – szkolenie (dosłownie „podążanie ku dyscyplinie/mistrzostwu”). Musha shugyō 武者 修⾏ oznaczało niegdyś japońską wersję „błędnego rycerza” (nie pochodziło to bynajmniej od błędów, ale od błądzenia) – adepta budo, który przemierzał kraj od dojo do dojo w celu dalszej nauki i weryfikacji swoich umiejętności z innymi przeciwnikami. Ale shugyō kojarzone jest raczej z buddyjskimi mnichami.

Może być jeszcze kankō 慣⾏ („dążenie do przyzwyczajenia/stania się doświadczonym”), renshū 練習(„szlifowanie umiejętności”), kunren 訓練 (raczej szkolenie np. wojskowe, trening ewakuacji) albo kilka innych wariantów. Jak widać w Japonii nauka niejedno ma imię…

Keiko w kyudo

W kyudo wyróżnia się kilka rodzajów praktyki:

  • shazen 射前の稽古 – szkolenie przed strzelaniem (szkolenie praktyczne wprowadzające do tematu)
  • mitori geiko見取り稽古 – przekaz „naoczny”, zgłębiane stylu i techniki poprzez oglądanie innych (najlepiej zaawansowanych), uważna obserwacja z intensywną koncentracją (patrzenie ze zrozumieniem), czasem można spotkać zwrot kengaku 見学.
    Uwaga! Czasem można usłyszeć, że ktoś mówi o „midori geiko”. Ale „midori” to zielony… 😊
  • kufū geiko 工夫稽古 – nauka i zapamiętywanie szczegółów poprzez eksperymentowanie i próby odtworzenia zapamiętanych detali. Szkolenie koncepcyjne, samodzielne próby rozwiązania problemu i dojścia do określonego rezultatu. Każda strzała powinna być wypuszczona z namysłem i aktywnym poszukiwaniem (poprzez próby i błędy) wymaganej formy.
  • kazu(ya) geiko 数矢稽古 – powtarzanie (strzelanie), poprzez które technika jest utrwalana i przyswajana. Po warunkiem, że najpierw ją opanujemy…

W starej szkole iaido Yagyu Shinkage-ryu  mówi się o procesie uczenia określanym jako Yagyu sanma no kurai 柳生三磨の位. Składa się on z trzech elementów:
1. Narau習う (Shu) – uczyć się (od kogoś)
2. Kufu 工 (Ko) – budować, pracować nad, rozpracowywać, eksperymentować (ale nie wymyślać!)
3. Neru錬 (Ren) – dążyć do doskonałości,

To oczywiście typowo japońskie podejście do nauki budo. Czytelnik pewnie zauważył, że nie ma tu nigdzie miejsca na pytania i odpowiedzi, dyskusję, objaśnianie. Ani na tzw. jiyukeiko (lub jiyurenshū) – czyli „ćwiczenia dowolne” – to akurat jest dość jasne, bo najczęściej prowadzi do modyfikacji i wypaczania oryginalnego, historycznego przekazu. Ale jak się uczyć skoro nie można zadawać pytań?! Okazuje się, że w naszym mózgu znajdują się tzw. neurony lustrzane (mirror neurons), które działają prawie tak samo zarówno wtedy, gdy obserwujemy jakąś czynność jak i wtedy gdy ją sami wykonujemy.

Słuchanie oczami

Mitori geiko dla obcokrajowców to raczej zagadkowy sposób ćwiczenia, bo zwykle zaczynamy naukę od teorii. Ale Japończycy (wychowani na znakach – kanji – i symbolach) mają doskonałą zdolność wizualnego pojmowania różnych rzeczy. Chociaż wielu z nich nie zdaje sobie z tego sprawy. Nasz alfabet reprezentuje wyłącznie dźwięki, które dopiero w odpowiednim połączeniu nabierają znaczenia. A kanji to również obrazy.

Jesteśmy przyzwyczajani od samego początku edukacji do ustnych wyjaśnień. Nie jest to jednak skuteczne gdy chodzi o ruch, użycie ciała. W tym zakresie musimy uczyć się poprzez działanie. Powtarzać coś, aż stanie się „oswojone”, wejdzie do naszego repertuaru ruchów. Jeśli pomiędzy „zobaczeniem” a „zrobieniem” wstawimy jeszcze fazę „pytania/wyjaśnienia/opowieści” – niepotrzebnie wydłużymy i skomplikujemy proces przyswajania. Pamiętajmy, że „wiedzieć jak” a „potrafić” to dwie różne rzeczy! Dodatkowym utrudnieniem jest to, że obserwując kogoś (najczęściej z przodu) widzimy go w lustrzanym odbiciu. Jego prawa ręka jest po naszej lewej stronie. No i gdy mózg wreszcie przestawi się na automatyczne odbicie obrazu, to dostaje komunikat słowny, który musi znowu przetworzyć. Dlatego tak często robiąc „lustrzane” ćwiczenia ruszamy nie „tą lewą” ręką czy nogą.

Zdarzają się sytuacje, gdy mitori geiko jest jedyną możliwą formą treningu. Np. podczas kontuzji czy tak jak obecnie – pandemii. Więc warto wykorzystać taki czas, aby nauczyć się tej formy perfekcyjnie.

Poniżej zabrałem kilka wskazówek praktycznych:

  • rób mitori geiko często (najlepiej codziennie)
  • dobieraj obserwowany model pod kątem zarówno jego poziomu (im wyżej tym lepiej) ale i fizycznego podobieństwa (np. wysoka osoba powinna skupiać się na wysokich senseiach)
  • pozwól, aby informacje przechodziły z oczu do ciała (aby mózg nie przeszkadzał)
  • nie czekaj podświadomie na wyjaśnienia (może ich nie być)
  • przyglądaj się z różnej perspektywy (ogólny obraz, szczegóły) – mając filmik to łatwe!
  • postaraj się wyczuć i zasymulować napięcie mięśni (lub małe fragmenty ruchu), które zaobserwujesz
  • nie myśl! Po prostu patrz i czuj!
  • spróbuj zapamiętać/zatrzymać obraz (ale bez komentarza!), a potem go odtworzyć w myślach
  • zmieniaj tempo odtwarzania na wolniejsze lub szybsze (będziesz wtedy w stanie zauważyć trochę inne elementy)

Pamiętajmy o tym, że każda okazja jest dobra do mitori geiko! Nie tylko oglądanie yawatashi. Ale również własnego tachi, które przed chwilą wprowadziliśmy do shajo jako omae, a teraz jeszcze kończy swój fragment. Razem zaczynamy, razem kończymy!

Mitori geiko ma sens! Obserwowanie kogoś może być naprawdę fascynujące.

Czy w takim razie można „pozbyć się” nauczyciela? Takie próby zwykle kończą się dość śmiesznie (chyba wszyscy znamy takie przypadki – budo-Frankensteinów czy „youtubowych mistrzów”…). Jest przecież jeszcze kuden 口伝 czyli przekaz ustny/bezpośredni. Może dotyczyć historii szkoły, filozoficznego znaczenia jakiegoś ruchu, a nawet przyczyny specyficznego skrętu czy ustawienia ręki. Zwykle jest to już najwyższy i najgłębszy poziom wtajemniczenia danej szkoły. I nie do odtworzenia z filmików…

Przydatna umiejętność

Mitori geiko oczywiście można i trzeba się nauczyć. I niegdyś samurajowie również posiadali takie umiejętności. Dlatego tak wiele starych szkół nie robiło publicznych pokazów czy demonstracji. Żeby ktoś obserwujący nie mógł „ukraść” kluczowego ruchu czy techniki, dzięki której w następnej walce moglibyśmy odnieść zwycięstwo. Epoka filmu i powszechnych możliwości rejestracji obrazu z jednej strony bardzo ułatwia sprawę. Ale jednocześnie niewłaściwie dobrany filmik może doprowadzić do wypaczeń, stworzenia karykatury danej sztuki. Zatem należy bardzo świadomie wybierać na co patrzymy. No i korzystać z każdej możliwej okazji obejrzenia dobrego przykładu na żywo (np. na seminarium). Jedną z największych różnic pomiędzy treningiem budo w Japonii i poza nią jest to, że w Japonii prawie na każdym kroku możemy natknąć się na dobry model do obserwacji i naśladowania. No ale od czego są niezmierzone zasoby internetu i nowoczesna technika?

Warto też rejestrować i oglądać siebie. Można wykorzystać ten sam trening kilka razy! Również do analizy, a nie tylko kopiowania.

Jeszcze jednym elementem przemawiającym za tym, żeby nauczyć się mitori geiko jest okazja ćwiczenia z senseiami bez obecności tłumacza. Jeśli „łapiemy w lot” to co sensei pokazuje – nie musimy aż tak polegać na (czasem niedokładnym lub niepełnym) tłumaczeniu.

Ale jedynym sposobem na osiągnięcie czegoś jest jednak praktyczne ćwiczenie. Zwróć uwagę, że kolejność wymienionych wyżej keiko wcale nie jest przypadkowa… No i żadne z nich nie może występować jako jedyne. Konieczne są wszystkie.

Zatem: patrz, słuchaj, myśl. I ćwicz!!

⾒て , 聞いて, 考えて!

Na koniec jeszcze ciekawa piramidka do której wrócimy we właściwym czasie.